Careless & Shoeless

Ding Junhui i Ronnie O’Sullivan byli gwiazdami wtorku w Crucible Theatre.
Ten pierwszy po fatalnym początku spotkania z Markiem Davisem odrodził się i awansował do drugiej rundy. Ale to nie jego awans przejdzie do historii snookera, ale brejk maksymalny, którego Ding przegapił.
Chińczyk ze skupieniem i precyzją wbijał na przemian czerwone i czarne. Kibice zaczęli zaciskać kciuki, pot wstąpił na czoło sędziego, grę zastopowali niemal zawodnicy na sąsiednim stole, rozgrzewkę na stole treningowym przerwał Marco Fu, a Dark Mavis zasępiony czekał na wielki wyczyn rywala. A tymczasem ku bezbrzeżnemu zdumieniu wszystkich, mając na koncie 12 czerwonych i 12 czarnych, Ding złożył się do uderzenia, trafił… i poprowadził białą bilę na pozycję do NIEBIESKIEJ. Crucible oniemiało, a Chińczyk dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co zrobił. Brzmi nieprawdopodobnie, ale Ding tak skupił się na wbiciach i budowaniu brejka, że nie zauważył, że zbudował nie tylko fundamenty, ale już co najmniej ściany nośne maksa. Kiedy dotarło do niego jak wielki błąd popełnił, a sala gruchnęła wraz z nim pełnym niedowierzania śmiechem, Ding próbował ratować niedoszłe 147 cięciem czarnej, ale ta nie wpadła i ostatecznie Chińczyk nie dobił nawet do setki. Twitterowe towarzystwo snookerowe, które uwielbia słowo „careless”, oszalało – dziś można było go używać do woli.

Następnie z niecierpliwością oczekiwaliśmy sesji popołudniowej, bo w niej pojedynek z debiutantem, Craigiem Steadmanem, zaczynał Ronnie O’Sullivan. Chciałoby się powiedzieć 3, 2, 1… ignition! Rakieta odpalił i już w pierwszej partii zaatakował maksa (i co ważne – wiedział, że go atakuje 😉 ). Skończyło się na 104 punktach. Prawdziwym bohaterem tej pierwszej sesji było jednak obuwie O’Sullivana. W pewnym momencie Ronnie zaczął się krzywić, rozsupłał sznurowadła jednego z butów, bo czym zdjął go zupełnie. Do następnego frejma podszedł w samych skarpetkach i w nich też budował brejka. Zawrzało. Na sali panowały głównie śmichy-chichy, ale za kulisami nie było do końca wesoło – w końcu gra w skarpetkach, nawet eleganckich, nijak ma się do regulaminowego stroju na MŚ. Ronnie rozpytywał nawet wśród kibiców, czy ktoś nie nosi „ósemki” jak on i ostatecznie na kolejną partię wrócił w butach. Znacznie mniej błyszczących niż te, w których rozpoczął pojedynek. Jak się okazało, ten sam rozmiar co O’Sa nosi Mike Ganley – dyrektor turnieju. To właśnie w jego butach O’Sullivan wyszedł na prowadzenie 7:2 ze Steadmanem.

Cóż, od jakiegoś czasu Crucible nie byłoby sobą, gdyby choć raz w trakcie turnieju wszystko nie kręciłoby się wokół czyichś butów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *