Crucible – sneak peak

Crucible 2015

 

Klątwa Crucible już zacierała rączki, żeby w ekspresowym tempie dopaść w tym roku obrońcę tytułu. Mark Selby był o krok od odpadnięcia z MŚ w pierwszej rundzie, a sprawcą tej niespodzianki mógł być wspominany przez nas Norweg, Kurt Maflin. Pierwsza sesja pojedynku pokazała, że skandynawski debiutant nie znalazł się w Crucible Theatre przypadkowo, ale jednak to „Jester” zakończył ją prowadzeniem 6:3. Heca zaczęła się w sesji wieczornej. Maflin doprowadził do remisu 8:8, potem wyszedł na pierwsze w spotkaniu prowadzenie 9:8, ale kolejne dwa szalone frejmy wygrał Anglik. Norweg napędził mu jednak niezłego stracha i Selby po zwycięstwie cieszył się niemal tak, jak rok temu z pokonania Ronnie’ego w finale. To jednak pierwszy przystanek na drodze do złamania słynnej klątwy, a Selby w kolejnych meczach będzie miał tylko i wyłącznie coraz bardziej pod górkę. Jego przeciwnika wyłonią rozpoczęte już szkockie derby – kolejny debiutant, Anthony McGill, prowadzi po pierwszej sesji ze starszym kolegą bez muszki, Stephenem Maguire’em 6:3, a ostatniego frejma wykradł mu koncertowo. Wykradł też serca tej części publiczności, która nie kibcowała mu wcześniej, zwłaszcza uroczym kłanianiem się białej bili po tym, jak ta łaskawie ustawiła się w pięknym snookerze za czarną. Niezależnie od tego, z kim zagra więc Selby w II rundzie, będzie ciężko. Jeśli wygra McGill, wciąż jeszcze aktualnego mistrza czeka zderzenie z uśmiechniętym snookerem, który do tego potrafi dźwignąć presję. Jeśli wygra Maguire, będzie to oznaczało, że albo McGill na drugą sesję nie przyszedł, albo że Stephen ma naprawdę wiele do pokazania, co też Selby’emu dobrze nie wróży. No i ta zacierająca rączki klątwa… Pierwszy dzień mistrzostw nie przyniósł na razie zdecydowanej dominacji żadnego zawodnika. Solidniejsze prowadzenie ma jeszcze tylko John Higgins – 6:3 z Robertem Milkinsem. Marco Fu zaczął dość dobrze, ale tylko 5 do 4 prowadzi z Jimmym Robertsonem. Również jednym frejmem po pierwszej sesji prowadzi z Rickym Waldenem Graeme Dott, który próbował nawet atakować brejka maksymalnego, ale to jego rywal popisał się okazałym brejkiem, wbijając 135 punktów. Po pierwszym dniu mówimy więc „brawo!” zwłaszcza Kurtowi Maflinowi i Anthony’emu McGillowi i „uff” Markowi Selby’emu. Mówimy też „tęskniliśmy!” Robowi Walkerowi, panu z Australii w pierwszym rzędzie i czterem czerwonym schodkom prowadzącym na arenę. Niedziela przyniesie rozstrzygnięcia tych pojedynków, które ropoczęły się w sobotę, a do akcji od pierwszych bil wkroczą Barry Hawkins i Matthew Selt oraz Neil Robertson i Jamie Jones

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *