Mistrzostwa Świata dwadzieścia lat temu

W tym roku snookerowe Mistrzostwa Świata po raz czterdziesty goszczą w Crucible Theatre. W 1996 roku, gdy również obchodziliśmy okrągłą rocznicę, widzowie byli świadkami jednej z najbardziej interesujących edycji snookerowego czempionatu w historii. Nie zabrakło dramaturgii, kontrowersji i wysokiego poziomu. Jedyne, czego zabrakło, to czterech wbić do odnotowania pierwszego maksymalnego brejka w finale MŚ.

 

Od połowy lat dziewięćdziesiątych Stephen Hendry był coraz częściej „kąsany” przez młodszych kolegów (Higginsa, Ebdona, Doherty’ego, O’Sullivana czy Williamsa), ale z jakimikolwiek problemami nie zmagałby się w trakcie sezonu, w Crucible Theatre wciąż pozostawał niepokonany. Przystępując do Mistrzostw Świata 1996 miał na swoim koncie dwadzieścia wygranych meczów z rzędu, a poprzednią porażkę odnotował w 1991 roku, padając w ćwierćfinale ofiarą „klątwy Crucible”. Taka dominacja jednego zawodnika nie podobała się większości sympatyków snookera, zwłaszcza, że Stephen aż czterokrotnie zabierał trofeum sprzed nosa „mistrzowi ludu”, Jimmy’emu White’owi. Prawie każdy chciał, aby temu okropnemu Szkotowi wreszcie powinęła się noga. Jednym z głównych pretendentów do powstrzymania dominatora był dwudziestoletni Ronnie O’Sullivan. Anglik już raz wylał kubeł zimnej wody na głowę Hendry’ego, niespodziewanie pokonując go w finale UK Championship 1993 i jednocześnie zabierając mu miano najmłodszego triumfatora w turnieju rankingowym.

 

Stephen i Ronnie zagrali po raz pierwszy na Mistrzostwach Świata w 1995 roku. Wówczas doświadczony Szkot zwyciężył 13-8. Na początku następnego roku Hendry wygrał 10-5 w ich jedynym spotkaniu w finale Masters (niestety, poza przedostatnią partią, nadal niedostępnym w sieci). A zatem kiedy okazało się, że na Mistrzostwach Świata panowie mogą wpaść na siebie dopiero w ostatnim meczu, wiele osób ostrzyło sobie ząbki na właśnie taki finał czempionatu. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że dla O’Sullivana była to ostatnia szansa na pobicie cennego rekordu Hendry’ego i zostanie najmłodszym mistrzem świata. A trudno uczynić to w bardziej spektakularny sposób niż pokonując dotychczasowego rekordzistę w finale.

 

Okazało się jednak, że szkocki czempion napotkał spore trudności już w pierwszej rundzie. Sprawił mu jego nie kto inny, jak obecny prezes WPBSA, Jason Ferguson, który po raz drugi w karierze występował w Crucible Theatre. Stephen Hendry przegrywał 3-6 po pierwszej sesji i być może jego najbardziej zagorzali przeciwnicy już mrozili szampana, aby świętować sensacyjną porażkę dotychczasowego dominatora. Ale Szkot raz jeszcze udowodnił swoją waleczność przy snookerowym stole i wieczorem pierwszego dnia turnieju awansował do kolejnej rundy, wygrywając 10-8 i wieńcząc mecz czwartym brejkiem stupunktowym. Ferguson powrócił do Crucible jeszcze dwa lata później, ale podobnie jak w latach 1992 i 1996 nie przebrnął pierwszej rundy.

 

Z kolei O’Sullivan przeszedł przez swój pierwszy mecz gładko (10-3), ale napytał sobie biedy po jego rozegraniu. Przez większą część jednego z ostatnich frejmów pojedynku z Alainem Roubidoux Ronnie grał pozornie słabszą lewą ręką, co przeciwnik i spora część snookerowego światka uznała za lekceważące. Anglik dolał jeszcze oliwy do ognia, stwierdzając na konferencji prasowej, że gra lepiej lewą ręką niż Roubidoux prawą. Alain wniósł oficjalną skargę i „Rakieta” stanął przed komisją dyscyplinarną. Musiał lewą ręką rozegrać trzy frejmy z Rexem Williamsem, byłym profesjonalistą i  ówczesnym prezesem WPBSA. 20-latek wygrał wszystkie partie i zarzuty o narażenie gry na zniesławienie zostały wycofane. Od tego czasu nikt już się nie dziwi, ani nie czuje lekceważony, gdy O’Sullivan gra „słabszą” ręką.

 

https://www.youtube.com/watch?v=Vs-nUiRq_GE

 

Jednak niepokorny Anglik nie mógł długo wytrzymać bez wpakowania się w tarapaty. W trakcie tego samego turnieju doszło do przepychanki pomiędzy nim, a obecnym dyrektorem profesjonalnych zawodów, Mike’iem Ganleyem (tym samym, który przed rokiem pożyczył Ronniemu swoje buty, by ten nie musiał grać w Crucible w skarpetkach). Tym razem O’Sullivan nie wywinął się od kary. Niektórzy spodziewali się nawet wykluczenia z Mistrzostw Świata, ale ostatecznie za „napaść fizyczną” krnąbrny zawodnik dostał dwuletni ban w zawieszeniu, a do zapłacenia 10 tysięcy funtów grzywny i 20 tysięcy funtów na cele charytatywne.

 

Co ciekawego zdarzyło się jeszcze w pierwszej rundzie? Jimmy White przyprawił swoich kibiców o szybsze bicie serca, pokonując Szkota Euana Hendersona dopiero w decydującej partii. Z kolei Terry Grriffiths urwał się spod topora innemu Szkotowi, Jamiemu Burnettowi. Mistrz świata z 1979 roku przegrywał w tym spotkaniu 0-6, 3-8 i 5-9, aby ostatecznie wygrać 10-9. Tym samym Walijczyk czternasty raz z rzędu przeszedł przez pierwszą rundę Mistrzostw Świata, co jest rekordem (wyrównanym w tym roku przez O’Sullivana). Spośród rozstawionych zawodników tylko dwóch przegrało w pierwszym meczu: David Roe (turniejowy numer 16) 9-10 z Garym Wilkinsonem i John Parrott (turniejowy numer 4) 6-10 z Rodem Lawlerem.

 

Bohaterem drugiej rundy czempionatu znów był Ronnie O’Sullivan. Jak na „Rakietę” przystało rozgromił Tony Drago 13-4 w zaledwie 2 godziny i 47 minut,  co wciąż jest rekordem w meczu do 13 wygranych partii. Maltańczyk zdołał jednak uszczknąć co nieco z tego pojedynku – w czwartym frejmie wbił 144 w jednym podejściu, wyrównując najwyższy brejk turnieju, który w pierwszej rundzie zbudował Peter Ebdon.

 

https://www.youtube.com/watch?v=Uite5_C161w

 

To właśnie Ebdon okazał się w 1/8 finału pogromcą Jimmy’ego White’a. Chociaż ulubieniec tłumu prowadził 10-8, koniec końców przegrał 12-13 i znów musiał odłożyć marzenia o upragnionym tytule mistrza globu. Starcie Petera i Jimmy’ego było jedynym zaciętym w drugiej rundzie, pozostałe kończyły się minimum pięciofrejmową przewagą. Hendry wygrał 13-7 z Garym Wilkinsonem, a John Higgins pokonał w szkockich derbach Alana McManusa 13-5 i w ćwierćfinale czekał go mecz z Ronniem O’Sullivanem. Zapowiadał się hit.

 

Starcia Higginsa i O’Sullivana elektryzują kibiców snookera od blisko ćwierć wieku. Ci dwaj snookerzyści są niemal równolatkami i obaj rozpoczęli profesjonalne kariery w sezonie 1992/1993. Po raz pierwszy zetknęli się ze sobą w zawodowym meczu na początku października 1994 roku. Wówczas, w 1/8 finału Dubai Classic, Ronnie wygrał 5-1. Niespełna pół roku później wciąż jeszcze nastoletni zawodnicy zadziwili wszystkich, docierając do finału Mastersa (był to pierwszy finał tego turnieju od 1989 roku, w którym nie zagrał Stephen Hendry). I tym razem Anglik odniósł zdecydowany triumf: 10-3. Jednak przed pojedynkiem o półfinał MŚ 1996 bilans wzajemnych spotkań O’Sullivana i Higginsa był minimalnie korzystniejszy dla Szkota: 5-4.

 

„Rakieta” rozpoczął ćwierćfinał od prowadzenia 3-1 do przerwy, ale później wynik zaczął mu się wymykać spod kontroli. „Czarodziej z Wishaw” doprowadził do remisu 3-3 brejkiem 137, a potem zaczął budować przewagę. Prowadził 8-4, a następnie nawet 10-5. Wydawało się, że to on osiągnie pierwszy półfinał Mistrzostw Świata w karierze. O’Sullivan jednak wcale nie chciał, żeby to Higgins odebrał Hendry’emu miano najmłodszego mistrza świata. Wygrał pięć kolejnych frejmów i na tablicy wyników znów widniał remis: 10-10. Szkot mógł czuć się fatalnie, ale zdołał wyprowadzić skuteczną kontrę. Brejkami 51 i 80 odzyskał dwufrejmową przewagę i już tylko jedna partia dzieliła go od zwycięstwa. Przy prowadzeniu 12-11 do wygranej potrzebował już tylko jednego wbicia, ale widać temu spotkaniu pisana była decydująca partia.

 

https://www.youtube.com/watch?v=Mrb4I4MJo4w

 

Zatem Ronnie awansował do najlepszej czwórki turnieju, w której miał za rywala Petera Ebdona. Drugą parę półfinałową utworzyli Stephen Hendry i Nigel Bond, czyli finaliści poprzedniej edycji czempionatu. Finał marzeń – Hendry kontra O’Sullivan – był już na wyciągnięcie ręki. Jednak Peter Ebdon nie znalazł się w półfinale przypadkowo. Pół roku wcześniej grał w finale UK Championship, a w dalszej części sezonu osiągnął półfinał Thailand Open i finał European Open. W ćwierćfinale Mistrzostw Świata pokonał rozstawionego z „dwójką” Steve’a Davisa 13-10.

 

Starcie z O’Sullivanem również rozpoczął znakomicie. Od stanu 5-5 wygrał pięć kolejnych partii, a potem utrzymywał przewagę do wyniku 11-6. Wówczas Ronnie, podobnie jak w poprzedniej rundzie, rozpoczął skuteczną pogoń. Wbił kolejno brejki 63, 139, 103, 94 i 66, doprowadzając do remisu. Od tego momentu zawodnicy wygrywali partie naprzemiennie. Przy wyniku 15-14 dla Ebdona, O’Sullivan miał dogodną okazję na doprowadzenie do decydującej partii. A wtedy było już wiadomo, że Hendry ma gigantyczne prowadzenie po trzeciej sesji i tylko formalnością jest jego awans do finału.

 

https://www.youtube.com/watch?v=eUxnewBAp9I

 

Ostatecznie potyczki Stephena i Ronniego w decydującym meczu Mistrzostw Świata nie zobaczyliśmy ani w 1996 roku ani w żadnym innym. Zmierzyli się czterokrotnie w półfinale w Crucible (obaj wygrali po dwa mecze), ale szkoda, że nie dane im było zagrać o tytuł. Kto wie, jak wyglądałaby dzisiaj historia snookera, gdyby O’Sullivan okazał się skuteczniejszy w końcówce półfinału? Nigdy się tego nie dowiemy, bo to Ebdon awansował do finału i podjął heroiczną próbę odebrania Szkotowi pucharu, który był jego własnością od czterech lat.

 

Początek meczu dawał nadzieję na wyrównaną walkę, ponieważ Peter wyszedł na prowadzenie 4-2. Ale pierwszy dzień finału zakończył już, przegrywając 6-10 i nie zdołał odrobić strat podczas 17. dnia Mistrzostw. Należy jednak uczciwie przyznać, że nie był to rewelacyjny finał. Co prawda Hendry wbił jedenaście brejków powyżej pięćdziesięciu punktów, a Ebdon zbudował osiem takowych, ale padła tylko jedna „setka”. Za to była to „setka” wyjątkowa. Niewiele zabrakło, aby przemieniła się w brejk maksymalny. „Król Crucible” miałby wówczas na swoim koncie jeszcze jedno wspaniałe osiągnięcie.

 

https://www.youtube.com/watch?v=gIJIIi0h5OY

 

Bardzo żałuję, że ta brązowa nie wpadła do kieszeni… Co ciekawe do dzisiaj nikomu nie udało się wbić brejka maksymalnego w finale Mistrzostw Świata. Hendry, znany ze swojego perfekcjonizmu, z pewnością również był bardzo rozczarowany, ale nie odbiło się to na jego późniejszej grze. Systematycznie powiększał przewagę: 11-6, 13-7, 17-10… Ebdon zdołał wygrać jeszcze dwie partie i cały mecz zakończył się wygraną Stephena Hendry’ego 18-12. Dobrze się stało, że Szkot nie zamknął meczu wcześniej i zawodnicy musieli rozegrać jeszcze jeden frejm po przerwie. Bowiem zgodnie z tradycją BBC podczas finałów MŚ duet komentatorski zmienia się po każdej mini-sesji. Na ostatnią część finału „zaplanowano” pożegnalny komentarz Teda Lowe, który po ponad 40 latach przechodził na emeryturę. Gdyby Hendry wygrał 18-10, legendarny „Szepczący Ted” nie mógłby w ostatnim zdaniu komentarza podczas Mistrzostw Świata 1996 pożegnać się z widzami i podziękować im.

 

Stephen zdobył piąty tytuł mistrza świata z rzędu (w sumie szósty), zgarnął dwieście tysięcy funtów i wbił jedenaście brejków stupunktowych (o jeden mniej niż rok wcześniej, gdy wyrównał rekord Joe Davisa z 1946 roku) Podczas całego czempionatu odnotowano ogólnie czterdzieści osiem „setek”, co  było wówczas rekordem. Do tego, jak już zostało wspomniane, był to ostatni turniej skomentowany przez Teda Lowe (chociaż gościnnie zasiadł on w budce komentatorskiej raz jeszcze podczas Seniors Pot Black 1997), którego specyficzny sposób relacjonowania wydarzeń z zielonego stołu zapewnił mu wielką sympatię widzów i ważne miejsce w historii snookera. Wieczór 6 maja 1996 roku, zgodnie ze słowami prowadzącego pomeczową ceremonię Davida Vine’a, należał do mistrza Stephena, a BBC pożegnało widzów tradycyjną kompilacją podsumowującą Mistrzostwa Świata.

 

https://www.youtube.com/watch?v=gIJIIi0h5OY

Autor: Mikołaj Małecki

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *