Rudy bohater i powrót Kapitana

AliPo trzech dniach spędzonych na bacznym śledzeniu wydarzeń w Crucible jesteśmy spokojni o emocje w tegorocznych MŚ (no dobra, i tak byliśmy, ale zawsze miło się przekonać naocznie). Na bohatera pierwszego dnia wyrósł Kurt Maflin, o którym szerzej w poprzednim wpisie, ale jednakże był to bohater przegrany. Wygranym bohaterem został natomiast wiecznie uśmiechnięty, młody, rudy Szkot – Anthony McGill. W nieprawdopodobym spotkaniu pokonał innego Szkota – Stephena Maguire’a, który tym samym podtrzymał swoją przygnębiającą tradycję odpadania z rozgrywek w Crucible w pierwszej rundzie (to trzeci raz z rzędu!). McGill zaczął spotkanie od prowadzenia, ale dał się dogonić starszemu koledze. W deciderze natomiast z promiennym uśmiechem zapakował 122-punktowego brejka i awansował do drugiej rundy. Trwa poszukiwanie przydomka dla rudzielca, na razie niektórzy nieśmiało nazywają go „Little McNugget”, zauważając bardzo duże podobieństwo McGilla do Steve’a Davisa, zwłaszcza w sposobie bycia i poruszania się wokół stołu. No i w powszechnym budzeniu sympatii.

Najbardziej jednostronnym do tej pory pojedynkiem było spotkanie Neila Robertsona z Jamiem Jonesem – Australijczyk, zapewne ku uciesze wiernego kibica z Antypodów, który w tym roku znów siedzi w pierwszym rzędzie, oddał rywalowi zaledwie dwa frejmy. Na drugim biegunie szybkości byli zdecydowanie Mark Davis i Ding Junhui. Zagrali jedną sesję, ale nie udało im się zmieścić w niej dziewięciu partii. Dark Mavis wyszedł na prowadzenie 4:0, ale po minisesyjnej przerwie Ding nadgonił i przewaga Anglika to już tylko jeden frejm, 4:3. Będą musieli przyspieszyć.

Wydawało się także, że nigdy nie skończy się spotkanie Stuarta Binghama z Robbiem Williamsem, ale ostatecznie ten pierwszy z pomocą tego drugiego zameldował się w II rundzie.

Stracha Barry’emu Hawkinsowi napędził Matthew Selt, ale skończyło się na szalonej pogoni do decidera, w którym rozstawiony zawodnik jednak zdołał wyeliminować kwalifikanta.

Bardzo cieszy dobry powrót Alego Cartera. Kapitan, który w najlepszej szesnastce znalazł się, bo World Snooker zamroził jego ranking ze względu na kolejną batalię z nowotworem, pokazał, że nie tylko pokonał złośliwą chorobę, ale że jest w formie na pokonywanie rywali. W pierwszej rundzie gra z Alanem McManusem, którego strój pozwala przypuszczać, że jeśli za rok znów znajdzie się w Mistrzostwach Świata, w kratkę będą także jego buty, muszka i koszula. Carter prowadzi 6:3 i choć wbił w tej sesji brejka stupunktowego to na szczególną uwagę zasługuje sześćdziesiątka z partii nr 9, którą Anglik zbudował z niewiarygodnie trudnego układu.

Czekamy, aż do walki wkroczą Judd Trump i Ronnie O’Sullivan. Powinno być jeszcze ciekawiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *